• 02 kwietnia 2008 /  Boże narodzenie

    Scisle wiarza sie z zima i sa czasem slodkiego lenistwa. No moze nasze biedne mamy maja zawsze pelne rece roboty, ale dzieci za to maja czas by odpoczac i korzystac z zimy. Tak mowa tu o swietach. Swieta byly dla mnie zawsze czasem bardzo szczególnym. Oprócz tego, ze nie trzeba bylo chodzic do szkoly, a w wigilie pod choinka znajdowalem mase prezentów. W naszej rodzinie byl zwyczaj, ze na swieta zbierala sie prawie cala rodzina. Co roku gospodarzem byl ktos inny, wiec mama nie musiala kazdego roku wpadac w goraczke sprzatania, robienia zakupów, pieczenia i gotowania. My równiez sie cieszylismy, bo moglismy spedzic duzo czasu z kuzynami i kuzynkami, których czesto widywalismy tylko raz w roku. I to wlasnie w tym okresie. Bylo przeciez tyle do poopowiadania. Nasze kuzynostwo jest w naszym wieku, wiec zawsze potrafilismy sie jakos razem zabawic. I tak w pamieci mojej zostal obraz pelnej, szczesliwej rodziny przy wigilijnym stole. Do dnia dzisiejszego kontynuujemy ta tradycje, która dla wszystkich zdaje sie byc bardzo wazna.

  • 28 marca 2008 /  Wypad na narty

    Nie moge równiez zapomniec, gdy nasz tata poraz pierwszy zabral nas na stok narciarski. Byla to niedziela. Nie mieszkamy daleko od gór, ale az tak blisko znowu tez nie. Na stok jechalismy jakies dwie godziny. Nie umielismy sie dozekac kiedy poraz pierwszy zalozymy nowiusienkie narty na nasze male nogi. Wiedzielismy, ze moze okazac sie to duzo trudniejsze niz sobie wyobrazalismy. W koncu jazda na sankach, to jazda na sankach. Nie potrzeba tyle wiedzy i umiejetnosci. Sanki zazwyczaj same jada tam gdzie im sie podoba. Nie mamy na nie zbytnio wplywu. Co innego jest z nartami. Do jazdy na nartach trzeba sie ostro przylozyc. Nie chcielismy rozczarowac naszego taty, który jezdzil na nartach juz od ladnych trzydziestu lat. Cieszyl sie bardzo, ze teraz juz bedziemymogli cala rodzina jezdzic na ferie zimowe w góry. W koncu znalezlismy sie na stoku. Przyszedl do nas trener i pomalu tlumaczyl co i jak. Pierwsza górka byla stosunkowo malutka, ale zjechanie z niej bez upadku bylo dla mnie ogromnym sukcesem.

  • 06 lutego 2008 /  W terenie

    Juz od dziecinstwa moja mama starala sie bysmy z siostra spedzali duzo czasu na swiezym powietrzu. Niektórzy rodzice boja sie, ze ich dzieci przemokna, zmarzna i beda chore. Nasza mama tez sobie tym glowe zawracala. Starala sie jednak nie rezygnowac ze swiezego powietrza. W zaniam za to dostawalismy do picia kazdego poranka ochydny tran i witamine c. Nie nalezelismy jednak do dzieci, które szybko choruja. Moze dlatego, ze nasze organizmy byly przyzwyczajone do niskiej temperatury i dobrze ja znosily. Nie myslcie jednak, ze latalismy mokrzy i glodni od rana do wieczora po dworze przy nie wiadomo jakiej temperaturze. Wszystko mialo swoje granice. Granice, których pod zadnym pozorem nie przekraczalismy. Jednak staralismy sie wykorzystywac zimowy czas do zabawy. lepilismy balwana, zjezdzalismy na sankach, pózniej uczylismy sie jazdy na nartach. Wszystko w granicach zdrowego rozsadku. I zapomniec nie moge,jak po kazdym powrocie do domu czekal na nas cieply napój i slodziutkie ciasteczka, a potem pyszna kolacja.

Nagrzewnice olejowe - założenie sklepu internetowego - odżywki - lotus - pomysł na prezent - zabawki - Aparaty RTG - dotacje wielkopolska - Perfumy - nakładki progowe - Radiowizjografia - Ritter